Tak wybraliśmy się na Mazury na majówkę. Do miejsca obsolutnie niezwykłego, jakim jest mieszkanie mojej ciotki Ewy. Mieszkanie, gościło, wiele niezwykłych osób, co raczej nie jest dziwne bo sama Ewka jest całkiem niezwykła. Zapytana ile ma kwiatów, odpowiedziała ze koło 80tki przestała liczyć. Coś w tym jest. Ryj nie mówgł nadziwić się nad ilością miseczek, grnuszków, figurek, pojemniczków, pudełek, obrazów i obrazków. Taki to mieszanie jest. Pełne drobiazczków, które na pierwszy rzut oka tworza graciarnie, a na drugi jednek pokazują ze są poustawiane dokładnie gdzie ich miejsce. No i stoją na wszech skrzypiącym i obecnym parkiecie. I tak zastanawialam się bardzo ciężko, czemu u mnie w pokoju jest tylko 5 szklanych półek w 80% pustych i szklane biorko, na którym teraz akurat stoi bez (och! BEZ!), a ktore normalnie jest całkiem puste. Wymyśliłam - u mnie w pokoju nie ma nic więcej bo inaczej by sie zakurzyło.. I to pojawia sie lokalizacja mieszkania mojej ciotki. Na trzecim pietrze, dawnego domu nauczyciela w mieścinie Karolewo, 3 km od Kętrzyna.. Tam powietrze jest tak czyste, że żaden, ale to absolutnie żaden element dekoracyjno-wystrojono-nastrojowo będący nie był zakurzony. No cóż, u mnie przy zamkniętych oknach, to ten bez (och! BEZ!) bedzie sie dławił warstewką kurzu i roztoczy.. fuj
Nie ma to jak kawał dobrego roztocza do przepisu na szarlotkę :) więc zrobiłam szarlotkę, na którą rzuciliśmy się z Ryjem jak nienormalni.. Najlepsze jest to ze nie mam pojecia jak ja zrobiłam i spróbuje teraz składniki odtworzyć. Jak komuś nie wyjdzie to z góry przepraszam, a jak wyjdzie to zdementuje pogłoski o domniemanym, permanentnym zapominaniu o wszystkim, ok?
Szarlotem nach Mazuren machen
(fur 4-5 personen )
o ile pamiętam, dałam około 1/3 kostki jednego masła i 1/3 kostki drugiego, obstawiam ze było to koło
3/4 kostki masła. Do tego na bank
jedno żółtko,
3/4 kubka cukru ( dlatego było takie słodkie) i
jeden kubek mąki :) cukru pudru nie było - a powinien byc zamiast zwykłego. No więc, Ryj to wszystko wymieszał, i zagniótł, a ja w tym czasie włączyłam piekarnikk ciotki i obrałam
4 spore jabłka, które pociełam na kawałeczki i wsadzilam do garnka, dodajac
cynamon i troche
Redd'sa jabłkowego, co by mi sie nie poprzypalały te jabłuszka. Więc kiedy ciasto odpoczywało w chłodach lodówki, jabłka rozkosznie sie dusiły a piekarnim stawał sie gorący, ja oddawałam sie rozmowie z moim kuzynem i siostrą, oraz ich drugimi połowami. Po około 30 minutach, kiedy stwierdziłam ze jednek jestem jedyną inteligiętna jednostka w rodzinie - ciastem wyklajałam juz ceramiczne naczynie, które nie było za duże, a raczej było jednak za małe..
na to dzieło swoich dłoni czyli wyklejenie - dałam jabłka, a z reszty ciasta wygniotłam paski, które miały robic za dekorację (nawet dały radę). Tak skomponowaną mieszankę masło, jabłek i cukru wsadziłam do piekarnika (180stopni) i oddałam się kolejnej majówkowej przyjemności - leżenie z Ryjem i bezmyslne oglądanie serialu (ja wiem ze siedzienie przez laptopem, na Mazurach w majówkę to groteska, ale było na serio wilgotno i zimno na dworze co daje mi pełne prawo do wytłumaczenia nas, czemu nie skakaliśny na zewnatrz jak dwie rozochocone rusałki). No, po jednym odcinku, czyli około godzinie, piekarnik został wyłączony, a po następnym odcinku - szarlotka rozdysponowana. Ostał się jeden kawałek, który pozował z rana przy śniadaniu jak rasowy model to też na tym samym sniadaniu został przezemnie zjedzony :)
[Listonic]